Odcinek 27 – zima i wiosna 2014

Zimna część roku to póki co na działce okres zupełnie martwy. Nie chce mi się tam jeździć tylko po to, by w domku marznąć i nawet nic konkretnego nie zrobić.

Gdy domek będzie gotowy, tj. w pełni ocieplony i wyposażony w ogrzewanie porządniejsze, niż tylko elektryczna farelka, będę mógł tam jeździć także i zimą.

Choć farelka, czyli elektryczny termowentylator, wcale nie jest zła — z moich szacunków wynika, że powinna spokojnie być w stanie utrzymać we wnętrzu domku komfortową temperaturę. Po jego ukończeniu, rzecz jasna, czyli dołożeniu wełny tam, gdzie być powinna, oraz zatkaniu wszystkich dziur, którymi teraz ciepłe powietrze by uciekało.

Z ujęć z pokładu drona bardzo fajnie widać, jak sąsiednie pole wietrzeje. Mnie ten napływ pyłu na moją działkę nie przeszkadza, zawsze to minerały, które moje rośliny mogą wykorzystać.

Jakoś w marcu wykopaliśmy trochę topinambura. Kilkanaście bulw rozsadziłem w kolejnych miejscach, by rosły. Z reszty powstały świetne frytki.

W kwietniu chciałem nagrać z lotu quadrokoptera kwitnące śliwy, bo zawsze jestem tym widokiem zauroczony. Nie zawiodłem się — z powietrza wygląda to jeszcze lepiej.

A wczoraj pojechałem na działkę głównie po to, by ogarnąć toaletę kompostującą i wymienić beczkę na pustą. To pokażę przy innej okazji, w innym filmie. Zobaczyłem za to, że mam przed działką wykopany rów, co mnie niespecjalnie ucieszyło (delikatnie mówiąc). Musiałem wykonać sobie most zwodzony, by w ogóle móc wjechać na działkę… 😉

Wpis w kategorii serial, opublikowany przez Krzysztof Lis w dniu 11.05.2014.
Hasła tematyczne: , , , ,

3 komentarze do wpisu “Odcinek 27 – zima i wiosna 2014”

  1. Piotrek napisał(a):

    Witam,

    Tak poczytałem Twojego bloga oraz pooglądałem filmiki i postanowiłem dorzucić małe „co-nie-co” od siebie.
    Nie chcę Cię sprowadzać na ziemie, bo zapał jest ważny.
    Z tego co widzę plany były szczytne, ale doznałeś starcia teorii z rzeczywistością.
    Nie obraź się, ale to co wybudowałeś przypomina moją altankę na działce pracowniczej którą postawiłem samemu,
    również z drewna w przeciągu 2 tygodni urlopu. Niemniej jednak jestem pełen podziwu, gdyż
    niewiele jest obecnie osób tak pracowitych 🙂
    Ja postanowiłem również wybudować taki dom, można powiedzieć autonomiczny, chociaż takiego w naszym kraju
    nie można sobie wybudować 🙁 Mój dom różnież powstał na działce pod Warszawą, na którą dojeżdżałem codziennie
    pociągiem po pracy w biurze po to aby go budować i później wracać wieczorem do ciasnego m3 w Warszawie.
    Więc doskonale rozumiem Twój ból 🙂
    Budowę zacząłem w 2008 roku. Mój dom jest murowany, tradycyjny, ocieplony styropianem i ma dwie kondygnacje
    oraz klasyczny dwuspadowy dach z garażem i maszynownią w bryle. Aby dostać pozwolenie na budowę na starcie musiałem….
    …. przyłączyć się do sieci energetycznej 🙂
    Nie mniej jednak już się przekonałeś, jak prąd ułatwia prace budowlane, zwłaszcza gdy prowadzi się je w 3 osoby, zaś później już całkowicie samemu.
    Ale do rzeczy. Obecnie mój dom jest podłączony tylko do sieci energetycznej oraz gazowej, co już go wyklucza
    jako dom autonomiczny, ale…….. posiada własne ujęcie wody z głębokości prawie 50m, szambo wielokomorowe z drenami
    i rozsączaniem, ogrzewanie kominkowe zasilane zwyczajnym drewnem z rozprowadzeniem DGP,
    oraz przydomową elektrownię wiatrowo-słoneczną.
    Starałem się, aby wszystkie systemy były redundantne, czyli podwojone.
    Moje założenie domu nie miało na celu całkowicie odizolowanie się od dostawców mediów, żeby nie płacić rachunków
    tylko miało na celu „stany wyjątkowe”, np kryzys ekonomiczny lub energetyczny (co kiedyś za mojego życia podejrzewam
    nastąpi).
    I tak np.: Jeśli nie ma prądu, dom jest w stanie zasilić się bez słońca i wiatru przez ok 24 godz.
    Gdy są słoneczne dni praktycznie cała energia idzie z baterii słonecznych. Baterii słonecznych mam 10 o łącznej mocy
    1,2kW oraz turbinę typu ORKAN na maszcie na kominie budynku. Turbina jest tylko uzupełnieniem, gdyż są to turbiny
    wysokoobrotowe i wymagają naprawdę mocnego podmuchu, żeby wyciągnąć z niej te 300W. A wiatry na wysokości
    15m nad ziemią są mocno niestabilne. Odnośnie baterii słonecznych sprzedawanych na polskim rynku
    mogę tylko powiedzieć, że pełną moc to one osiągają kilkanaście dni w roku, kiedy niebo jest naprawdę oczyszczone, np po deszczu.
    Co do instalacji elektrycznej na 12V. Kolego, oczywiście Ty zrobisz jak chcesz, ale nie robi się instalacji na niskie
    napięcia z prostej przyczyny. Straty, straty i jeszcze raz straty na przewodach. Przewody dla takiej instalacji powinny być
    niedość, że grube, to jeszcze w krótkich odcinkach. Współczesne przetwornice na 230V, nawet te najtańsze oferują, bardzo małe współczynniki strat. Dodatkowo zapomnij o podgrzewaniu się farelką 2kW z instalacji akumulatorowej przez przetwornice.
    Otóż za mały będziesz miał domek aby pomieścić akumulatory, które przez 15 minut wydadzą Ci w granicach 200A prądu.
    Pomijam już powierzchnię na dachu i ilość baterii słonecznych, żeby Ci później je naładowały w przyzwoitym czasie…
    W praktyce, kiedy jest właśnie większe zapotrzebowanie na energię elektryczną (mam na myśli zimę), to właśnie wtedy
    jest „kryzys słoneczny”. Słońce jest nisko, to jeszcze czasami przez 2tyg nie ma go wcale.
    Instalacje w budynku mam klasyczną na 230V z klasycznymi żarówkami edisona z włóknem wolframowym o mocach 60W-75W,
    które pochodzą z zapasów mojego dziadka, i pewnie za mojego życia nie zdąrzą się przepalić. Wyjątkiem
    są halogenki w łazienkach i holach.
    Nie używam żarówek typu COMPACT (rtęć) oraz LED. Zwyczajnie nie odpowiada mi to światło. Prędzej wolałbym zapalić
    sobie świeczkę woskową 🙂
    W maszynowni zrobiłem specjalną rozdzielnię elektryczną, która przełącza obwody budynku, miasto/przetwornica,
    bo co począć jak np w styczniu jest tylko 1 dzień słoneczny w naszym klimacie.
    Ot i tak wygląda praktyka.
    Przy projekcie takiej elektrowni pamiętaj aby mieć zapewniony ciągły zapas mocy, min 50W, niezależnie
    od tego czy masz słońce czy nie (ja mam wydzielone obwody ze stabilizatorami nawet na 5V) do obsługi urządzeń
    technicznych, np kontrolerów, komputera, wszelakiej automatyki typu elektrozaczep w furtce.
    Swoją drogą może kiedyś też napiszę takiego bloga opisując swoją historie, albo może wydam książkę,
    pt.: „Jak wybudować dom bez kredytu w nowej Polsce”, bo trochę pisania znalazłoby się…
    Jeśli miałbyś ochotę podyskutować podaję majla oraz zapraszam do odwiedzin strony o mojej EKO-kolei,
    która do wspomnianej maszynowni dowozi drewno kominkowe z drewutni:
    http://300mm.multibyte.pl
    e-mail: info@multibyte.pl

    Pozdrowienia i nie trać zapału, głowa do góry 🙂
    Piotrek

  2. Krzysztof Lis napisał(a):

    @Piotrek: u mnie podstawowym czynnikiem hamującym mój zapał było uświadomienie sobie, że w perspektywie najbliższych 10-15 lat nie mam szans na to, by się do zbudowanego domu na działce przeprowadzić. I ten domek gospodarczy, który docelowo (po zbudowaniu domu) miałby mi służyć jako garaż czy warsztat, na dłuższy czas pozostanie jedynym tam budynkiem.

    Skoro nie mam szans się tam przeprowadzić, to domu budować nie będę, żeby nie stał pusty.

    Traktuję więc działkę jako miejsce do spędzania weekendów na świeżym powietrzu. Ale też nie za często, bo prawie co weekend jest coś innego do zrobienia w Warszawie.

    Mimo to, w skali tego domku chcę tę autonomię energetyczną przetestować. Baterie słoneczne, akumulatory i sterownik już są na działce, trzeba to tylko podłączyć, zmontować układ pomiarowy i ocenić, ile rzeczywiście prądu można pozyskać i zmagazynować na potem.

    A taka kolej, jak Twoja, marzy mi się od dłuższego czasu. Moja działka jest dość długa i kolejka by się przydała do przejazdów po opał ścięty na drugim końcu działki.

  3. Piotrek napisał(a):

    Krzysztofie,

    Szkoda, że musiałeś zaniechać i zrezygnować z części swoich planów i marzeń…. Ja już wiele etapów takiej budowy podobnego obiektu mam za sobą, ale zapewniam Cię że przynosi to niesamowitą frajdę. Osobiście, dlatego że w sumie wszystko wykonałem sam (przy wsparciu duchowym mojej małżonki) łącznie z ogrodzeniem, czuję ze swoim domem więź. Wiem, że jego sercem jest właśnie maszynownia. Krótko mówiąc czujesz się jak kapitan okrętu, okrętu, który do pływania w sumie nie potrzebuje PGE czy RWE. Wystarczy raz na rok dowieźć trochę „paliwa” w postaci drzewa, koleją 🙂

    Co do instalacji elektrycznej rozumiem, że będziesz po prostu bardziej eksperymentalnie podchodził. Ja swoją elektrownię budowałem samemu. Niestety, np regulatory ładowania, które są oferowane na naszym rynku (mam na myśli za jakieś rozsądne pieniądze), nie nadają się kompletnie do wykorzystania w wiekszych instalacjach (nawet te impulsowe). Jeśli natomiast podłączy się do nich 2 baterie i 2 akumulatory to może się to sprawdzi, ale…. jest to instalacja raczej do doświadczeń.
    Jeśli u mnie załącza się terma o mocy 1,8kW to dosłownie słychać jak szyny zasilające trzeszczą, prąd pobierany z szyn głównych wynosi wtedy 160A w stanie ciągłym. Regulator ładowania zbudowałem sam, gdyż u mnie prąd ładowania wynosi 100A, gdzie zastosowanie regulatora z pięknym wyświetlaczem rodem z Chin skończyłoby się od razu pożarem 🙂
    Dom zasilają 3 przetwornice o łącznej mocy 8kW, jedna jest blokiem rezerwowym w razie prac na pozostałych blokach.

    Jeśli potrzebowałbyś pomocy z budową właśnie czegoś większego, czym dałoby radę naprawdę coś zasilić, to służę pomocą. Mogę Ci chociaż przesłać w razie czego foty jak to wygląda w praktyce, ile zajmuje miejsca, ile km przewodów i na co chcesz się porywać 🙂

    Co do kolei, to zajmuję się obecnie produkcją czegoś takiego. W ub. roku budowałem dla klienta coś większego, gdzie toru było ponad 150m a elektrowóz był zdalnie sterowany 🙂

    Pozdrawiam serdecznie
    i życzę aby udało Ci się zrealizować swój projekt, pomimo przeszkód

Pozostaw komentarz